












| |
Ania Włodarczyk
Moim największym marzeniem jest „chodzić po wodzie”!
Urodziłam się w
rodzinie gdzie jedno z rodziców jest katolikiem praktykującym a drugie nie,
więc mój stosunek do spraw religii był zawsze bardzo liberalny.
Do kościoła chodziłam sporadycznie. Wierzyłam, że jest Bóg, który stworzył ten
świat i tylko patrzy na dziejące się w nim wydarzenia a od czasu do czasu kogoś
karze za grzechy, jaką zasadą się kieruje nie wiedziałam. Osoba Jezusa natomiast
była mi znana, ale kompletnie nie byłam świadoma tego, kim był i jest i co dla
mnie zrobił.
Kiedy słyszałam w telewizji o kolejnej ofierze jakiegoś mordercy, zadawałam
pytanie: ”Boże, dlaczego pozwalasz żyć takim zwyrodnialcom?” Ale z drugiej
strony byłam przekonana, że takich ludzi czeka pewne piekło, bo to, czego się
dopuścili przekreśla wszystko. W związku z tym myślałam, że aby po śmierci pójść
do nieba wystarczy być dobrym człowiekiem. Diabła postrzegałam jako postać
groteskową a nie jako realne zagrożenie. Często też czułam się przegrana, bo
życie przeciekało mi przez palce, kiedy nie wykorzystywałam okazji, jakich życie
mi podsuwało. Powszechne przekonanie mówi, że trzeba korzystać z życia jak
najwięcej, bo śmierć kończy wszystko. Na czym mi zawsze zależało? Bynajmniej,
nie na karierze ani na bogactwie ani na sławie. Zawsze zależało mi na miłości.
To pragnienie sprawiło, że nie szanowałam własnego serca, krzywdząc przy tym
siebie a przede wszystkim innych. Byłam wyjątkowo naiwna. Często też moje
zranione serce leczyłam czytając książki w stylu „ przeczytaj tę książkę i zmień
swoje życie.” Tego typu książki przekonywały mnie, że wszystko zależy ode mnie a
cokolwiek osiągnęłam zawdzięczam wyłącznie sobie, bo o ironio wszystko, na czym
mi specjalnie nie zależało przychodziło mi łatwo. Przez myśl mi wtedy nie
przeszło, że być może Bóg chciał, by tak było. Moje na pozór beztroskie życie
nie dawało mi jednak poczucia spokoju. Bałam się przyszłości. Co to będzie za 10
lat, czy sobie poradzę w życiu? Postrzegałam życie jako ciągłą bitwę a siebie
jako wojownika. Zastanawiałam się, co będzie, kiedy zabraknie mi sił.?
Niepewność mnie przerażała do tego stopnia, że szukałam pomocy u wróżek,
czytałam horoskopy, interesowałam się numerologią, itp. Przerażała mnie też
wizja śmierci. Całą nadzieję pokładałam w rodzicach, których bardzo kocham, choć
nie zawsze okazywałam należny im szacunek. Świadomość, że ich mam, i że mogę na
nich liczyć dodawała mi otuchy, ale przychodziły też myśli, co będzie jak
odejdą. Nie raz w wyobraźni opłakiwałam ich śmierć.
Pierwszy raz
zetknęłam się z wierzącymi, kiedy byłam nastolatką, uczęszczałam wtedy do liceum
gdzie jedna z moich koleżanek chodziła do kościoła ewangelicznego. Dowiedziałam
się od niej, że Biblia nie jest tak niezrozumiała jak powszechnie się mówi.
Wtedy też wszystkim dzieliłam się z rodzicami i kiedy oni usłyszeli o tym, że
spotykam się z ewangelikami i że zaczynam zastanawiać się czy nie zacząć chodzić
do tego kościoła stanowczo się temu sprzeciwili – poddałam się. I kiedy ponad
dwa lata temu ponownie zetknęłam się z wierzącym i on powiedział mi, że
zbawienie jest z łaski a nie z uczynków zaczęłam się nad tym zastanawiać.
Zaczęłam czytać Biblię i ku mojemu zdziwieniu okazało się, że jest napisana
całkiem przystępnym językiem. W miarę czytania pojawiało się mnóstwo pytań, na
część z nich odpowiadał mi mój przyjaciel, ale po pół roku czytania było ich
tyle, że postanowiłam znaleźć jakiś kościół, w którym mogłabym uzyskać
odpowiedzi na pozostałe wątpliwości. Poza tym cały czas miałam poczucie
nieuchronności, to tak jakby za mną był mur a ja nie mogę się już cofnąć. Potem
poznałam prawdę o Jezusie i uświadomiłam sobie, co On dla mnie zrobił – oddał za
mnie życie, i ofiaruje mi życie wieczne, jeśli Go przyjmę.
„Coś” pchało mnie do podjęcia pewnej decyzji, która jak się potem okazało
zmieniła moje życie. Ta decyzja to oddanie swojego życia Jezusowi, poddanie się
Jego woli, pozwolenie na to, aby to On kierował moim życiem. Muszę przyznać, że
trochę się tego obawiałam. Myślałam, że Bóg wywróci moje życie do góry nogami.
Decyzję tę podjęłam prawie dwa lata temu i była to najlepsza decyzja w moim
życiu.
Przez te prawie
trzy lata Bóg w delikatny sposób zmienia moje patrzenie na wiele spraw, uczy
mnie ufności, pokazuje jak bardzo mnie kocha. Teraz wiem, że Bóg kocha każdego
człowieka i, że nawet mordercy mają szansę być zbawieni, bo Bóg w swojej łasce
wybaczy im każdy grzech, jeśli tylko się upamietają i przyjmą Jezusa jako
swojego Pana. Teraz, kiedy mogę swoje pytania czy wątpliwości kierować
bezpośrednio do Niego znajduję odpowiedź w Bożym Słowie. Poznałam również, że
modlitwa ma wielką moc, że Bóg odpowiada na moje modlitwy niekiedy od razu, a
czasem na odpowiedź czekam dłużej, ale wiem, że Bóg zna odpowiedni czas.
Przez te dwa lata Bóg dał mi się poznać jako troskliwy Ojciec, który
zawsze będzie mnie kochał, na którego zawsze mogę liczyć. Śmierć już mnie nie
przeraża, bo wiem, że po drugiej stronie „brzegu” czeka mnie „coś”, co przerasta
moje wyobrażenia. I choć nadal nie wiem, jaka przyszłość czeka mnie tu na ziemi,
wiem, że jestem w dobrych rękach i, nie obawiam się jej, bo Jezus jest ze mną.
Dla mnie„chodzić
po wodzie” to ufać Panu zawsze i całkowicie w każdej sytuacji choćby nie wiem
jak była trudna i beznadziejna – tego Pan uczy mnie każdego dnia.
|